Płynność finansowa. Element, który może doprowadzić do bankructwa.

 

Ponad połowa polskich firm z sektora MŚP ma stałe lub przejściowe problemy z utrzymaniem płynności finansowej. Dla wielu firm, szczególnie tych najmniejszych, brak terminowej płatności od kontrahenta może oznaczać bardzo duże kłopoty.

Choć za sprawą poprawiającej się sytuacji gospodarczej obroty i zyski firm rosną, to w przypadku wielu przedsiębiorstw z sektora MŚP, dobrą kondycję widać tylko na papierze. W rzeczywistości nie jest najlepiej. Ich największym problemem jest utrzymanie płynności finansowej. Rozumie się ją jako zdolność firmy do terminowego regulowania zobowiązań bieżących. Niektórzy mylą to pojęcie z wypłacalnością, która oznacza zdolność do pokrycia łącznych długów posiadanym majątkiem.

Firmom z sektora MŚP najbardziej doskwierają kłopoty finansowe kontrahentów. Nierzadko zdarza się, że wystarczą dwie, trzy niezapłacone w terminie przez głównego odbiorcę faktury i mała firma stoi przed ogromnym problemem. W ostateczności może to doprowadzić nawet do bankructwa.

Z danych Krajowego Rejestru Długów wynika, że ponad połowa polskich firm z sektora MŚP ma stałe lub określone problemy z utrzymaniem płynności finansowej. W przypadku co dziesiątej jest to stan chroniczny. Jak pokazuje raport Global Business Monitor przekonanie o dobrej sytuacji w gospodarce i przewidywania o rosnących obrotach firm, potrafią skutecznie uśpić czujność przedsiębiorców i przełożyć się na spore ryzyko utraty płynności finansowej. Szczególnie, że w czasie rosnącej konkurencji konieczność zaoferowania wydłużonego terminu płatności staje się coraz częściej kartą przetargową w rozmowach z nowym kontrahentem. A to potęguje ryzyko problemów z regulowaniem zobowiązań.

Jak dowodzi badanie „Audyt windykacyjny” zrealizowane przez firmę Kaczmarski Inkasso wynika, że przedsiębiorcy rzadko weryfikują kontrahentów przed podpisaniem umowy i podejmują współpracę z firmami zadłużonymi. Dodatkowo niemal 60% badanych przyznaje, że nie posiada gotowego scenariusza na wypadek wystąpienia opóźnień w płatnościach.

Gdy małe i średnie firmy zaczynają „tracić grunt pod nogami” to - jak przekonują badania KRD - pierwszym krokiem jest pożyczanie pieniędzy od rodziny i znajomych, czy w zaprzyjaźnionej firmie, nierzadko należącej do rodziny właściciela. Dopiero na drugim miejscu jest bank. Prawie połowa firm, chcących ratować płynność finansową. decyduje się na produkty bankowe. Na trzecim miejscu jest faktoring, wybierany przez niespełna 3 proc. firm.

Co wpływa na utratę płynności finansowej? Bez wątpienia jedną z przyczyn są zatory płatnicze i notoryczne opóźnianie płatności przez klientów. Zdarza się, że na pieniądze muszą czekać nawet kilkanaście miesięcy. Najnowsze badanie płatności firm w Polsce przygotowane przez Intrum Justitia wykazało, że ponad 50 proc. przedsiębiorców otrzymuje zapłatę w terminie do 30 dni po dacie płatności faktury, a 13 proc. czeka na pieniądze nawet 60 dni po dacie płatności. To fatalnie wpływa na ich bieżącą płynność finansową. Pieniądze wcześniej czy później trafiają na konto, więc problemem jest zbyt długi okres między wykonaniem zlecenia i wystawieniem faktury, a płatnością.
Zjawisko to częściej w usługach i budownictwie niż w przemyśle i handlu. Część firm próbuje wliczać koszty związane z długim oczekiwaniem na zapłatę w cenę produktu lub usługi.

Niewielu właścicieli małych firm jest świadomych, że do utraty płynności finansowej mogą przyczynić się również wahania kursów walut. To ważne o tyle, jak wynika z badań, ponad 80 proc. małych firm w ogóle nie zabezpiecza się przed ryzykiem walutowym.

Notoryczne problemy z płynnością finansową prędzej czy później odbiją się negatywnie na wiarygodności firmy nie tylko wobec kontrahentów ale i instytucji bankowych. A to może być pierwszym krokiem do upadku firmy.

Jak więc sektor MŚP ogranicza ryzyko utraty płynności finansowej? W dużej mierze…maksymalnie opóźnia płatność dla swoich kontrahentów tym samym napędzając spiralę problemów z płatnościami. Część firm stosuje przedpłaty. Są też takie, które za szybką płatność oferują rabaty. Dzięki temu skłaniają odbiorców do większej dyscypliny płatniczej.

Są i tacy przedsiębiorcy, którzy chcąc poprawić płynność finansową, ograniczają inwestycje.
Patrząc bowiem na specyfikę polskiego rynku MŚP łatwo zauważyć, że mali przedsiębiorcy wolą rozwijać swoje firmy przy pomocy własnych środków. Z danych Biura Informacji Kredytowej wynika, że tzw. poziom ukredytowienia mikroprzedsiębiorców to 18 proc. Na koniec 2016 roku (to najbardziej aktualne dane), zobowiązania kredytowe najmniejszych firm wynosiły ponad 47 miliardów złotych. Choć prosty kredyt obrotowy, czy limit w rachunku może skutecznie wspomóc płynność finansową, wielu przedsiębiorców świadomych tego, że odbiorcy mogą zapłacić za usługę lub towar dopiero za kilka tygodni, wolą nie ryzykować biorąc na siebie dodatkowe zobowiązania wobec banków. Jeśli już mikroprzedsiębiorcy decydują się na finansowanie firmy, to robią to korzystając w dużej mierze z kredytów na osobę prywatną. Czyli - w ostateczności.

Takie podejście uzasadnia również „Raport o stanie sektora małych i średnich przedsiębiorstw w Polsce” przygotowany przez Polską Agencję Rozwoju Przedsiębiorczości. Według opracowania, dla małych i średnich firm źródłem finansowania inwestycji są przede wszystkim środki własne. To ostrożne podejście do korzystania z kapitału zewnętrznego chroni firmy przed nagłymi zmianami na rynku. Dzięki temu - paradoksalnie - pod względem zagrożenia kontynuacji działalności i upadłości najbardziej bezpieczne są, jak się okazuje, małe firmy, nieco mniej – średnie, a najmniej – duże.

Można jednak inaczej. Coraz popularniejszym sposobem poprawy płynności finansowej jest faktoring. W największym uproszczeniu jest to usługa polegająca na sprzedaży faktury lub finansowanie, którego zabezpieczeniem jest faktura. Rynek obsługi faktur rośnie w tempie dwucyfrowym. W I półroczu 2017 r. firmy zrzeszone w Polskim Związku Faktorów obsłużyły wierzytelności o łącznej wartości 83,6 mld zł – o 13,6 proc. więcej niż przed rokiem. Korzysta z niego już ponad 8,1 tys. podmiotów gospodarczych w Polsce. To o 12,5 proc. więcej niż rok temu.

W ten trend dobrze wpisuje się też tzw. mikrofaktoring, który jest adresowany do najmniejszych firm. Mikrofaktoring to rodzaj kredytu obrotowego, w którym zabezpieczeniem jest faktura. To rozwiązanie docenią szczególnie freelancerzy i wykonujący wolne zawody. Te grupy borykają się z bardzo długimi terminami płatności. Weźmy np. właściciela firmy produkującej spoty reklamowe. Od chwili stworzenia scenariusza do faktu płatności mija kilka miesięcy. W międzyczasie jest planowanie, produkcja, a dopiero po emisji spływa należność. Tymczasem koszty ponosić trzeba regularnie. Podobnie rzecz ma się np. z architektami krajobrazu. Jeśli nie wynegocjują sobie zaliczek, na płatność muszą czekać dopiero po zakończeniu prac. Takie sytuacje są codziennością dla fachowców, którzy obsługują wielkie korporacje. Wiele z nich „z zasady” płaci po 45 dniach.
I właśnie dla takich małych przedsiębiorców jest mikrofaktoring.

Jedną z firm działających w tym segmencie jest inviPay.com. To fintech współpracujący z ING Bankiem Śląskim. Dzięki usłudze mikrofaktoringu inviPay, przedsiębiorca jednym kliknięciem może wypłacić pieniądze z faktur sprzedaży, wydłużać terminy płatności faktur zakupowych czy finalnie płacić fakturami sprzedaży za zakupy.

Szymon Ostrowski, biznesnaostro.pl

Pobierz przewodnik po faktoringu: