Z życia wzięte: InviPay uratowało naszą firmę

 

Każda niezapłacona w terminie faktura to dla małej firmy nie lada problem – mówi Katarzyna Polesińska, prezes zarządu  Grupy Wydawniczej Euro-Media sp. z o.o. i Mediafachowe sp. z o.o. wydawnictwa publikującego specjalistyczne  czasopisma dla różnych branż.


Co Panią kręci w biznesie?

Pasja tworzenia czegoś z niczego


Polski Instalator, Chłodnictwo i Klimatyzacja, Ochrona Mienia i Informacji czy magazyn o szkle przemysłowym Świat Szkła. To naprawdę ciekawe?

Zdecydowanie. Chcemy dostarczać najlepszą wiedzę ekspercką dla specjalistów różnych dziedzin.


Rozpiętość tytułów jest dość szeroka. Jak to się zaczęło?

Przejęłam pasję do tego biznesu od ojca, który w latach 70-tych i 80-tych był dyrektorem generalnym w Wydawnictwie czasopism i Książek technicznych Sigma-NOT. Wtedy nawiązał współpracę z niemieckimi i austriackimi wydawcami i załozył w 1991r firmę Instalator Poski. Powstały czasopisma „Polski Instalator” i „Elektroinstalator” itd. Dzięki wsparciu merytorycznemu od partnerów udało się wystartować i szybko poprawiać wyniki.

W efekcie powstała druga firma – Euro-Media

Rozwijaliśmy się szybko, a do biznesu chcieli dołączać kolejni wspólnicy. Szybko podjęliśmy więc decyzję, że uruchomimy drugą firmę, właśnie Euro-Media, na której czele stanęłam. Jako prezes miałam wiele pomysłów. Wtedy to powstały tytuły, które do dziś wydajemy oraz dodaliśmy ofertę konferencji i eventow.


Jest dobrze, aż wreszcie przychodzi kryzys

Kryzys z lat 2007-2010, tak duży, że firma wpadła w kłopoty. Mieliśmy długi, a niemiecki wspólnik chciał się wycofać. Zdecydowałam, ze przejmę firmę w zamian za przejęcie zobowiązań. I tak od 2013 samodzielnie zajmuję się tym biznesem.


Odważna decyzja. Szczególnie, że prasa teraz jest w odwrocie. Wiele wydawnictw od lata wieszczy upadek branży przez rozwój internetu.

Sama słyszałam wiele opinii, że internet zniszczy media specjalistyczne. Dziś rozwinął się aż za bardzo. Tak mocno, że dziś panuje tam chaos informacyjny i trzeba dużo czasu przeznaczyć żeby znaleźć cos wartościowego. My postawiliśmy na specjalizację. Mamy bardzo wąska grupę odbiorców ok. 4-6 tys dla każdego tytułu. Pod nich przygotowujemy materiały. To jest coś na kształt podręcznika dla nich. Te informacje nie tracą na ważności z dnia na dzień. Dlatego reklamodawcy chcą się u nas pojawiać.


A biznesowo się to dobrze „spina”?

Wydawnictwo specjalistyczne, to nie jest duży biznes. Nie działamy z wyjątkowym rozmachem. Zatrudniamy 15 osób. Cieszy mnie też to, że jesteśmy w stanie zorganizować różne konferencje całkowicie niezależnie. Naszym sporym osiągnięciem jest przygotowanie konferencji naukowo-technicznej dla służby więziennej. Udało nam się zebrać przy okazji firmy, które mają ofertę dedykowaną dla tej grupy odbiorców. Z roku na rok nam się to dobrze rozwija.

Co jest najtrudniejsze w tym biznesie dla pani? Mówi się, że media, wydawnictwa słyną z tego, że terminy płatności są wyśrubowane do granic.

Trochę tak jest w tym biznesie. Klient nie robi przedpłaty, należność reguluje dopiero jak zobaczy ogłoszenie. My wydajemy miesięczniki i dwumiesieczniki. Zaraz jak pismo wychodzi z drukarni, to razem z faktura wysyłamy do klienta. Ma wtedy 14 dni na zapłatę. Nielicznym dajemy 30 lub 40 dni na uregulowanie płatności. Przez kilka pierwszych lat ten system działał bez zarzutu. Przy sprawnie funkcjonującej księgowości, która monituje, pilnuje płatności to było bardzo dobrze zorganizowane. Problemy zaczęły się gdy wybuchł kryzys. Sami musieliśmy wydłużać terminy płatności u naszych dostawców.


Im mniejsza firma, tym ryzyko utraty płynności większe.

Tak, wystarczy kilka faktur nieopłaconych w terminie i robi się finansowa dziura. Wtedy od razu jestem zmuszona zadłużyć się wobec swoich usługodawców, a oni u swoich i karuzela się rozpędza.


Zaczęła pani szukać sposobu na poprawę sytuacji.

W większości pracujemy z niewielkimi firmami, gdzie wiele procesów decyzyjnych przebiega szybko. Same płatności też są realizowane błyskawicznie. Znacznie gorzej jest w przypadku ogromnych korporacji. Tutaj same procedury zatwierdzania trwają bardzo długo. Tego nie da się przeskoczyć. Ten stan rzeczy powoduje, że płatność za usługę będzie zrealizowana dość późno.


Zawsze można uruchomić linię kredytową

To jest drogie rozwiązania, a poza tym stajemy się w pewien sposób zakładnikami dużej instytucji finansowej.


A faktoring?

Chciałam z niego skorzystać ale oferta była szyta na miarę wielkich korporacji. Usługi były drogie, a poza tym miały sporo wyłączeń. My jesteśmy niewielkim wydawnictwem więc potrzebowałam usługi zupełnie innej.


I z pomocą przyszło inviPay?

InviPay jest dla mnie ciekawą propozycją bo pieniądze z faktury na koncie mam błyskawicznie. Oczywiście pobierana jest za to prowizja. Jest jednak na rozsądnym poziomie, że nie zaburza to naszej działalności i płynności, za to komfort rozliczania się na bieżąco jest nie do przecenienia.  Ta usługa uratowała naszą firmę. No bo jak długo można funkcjonować na niezapłaconych fakturach? Przy relatywnie małych obrotach, jakie generujemy, każda niezapłacona w terminie faktura jest ogromnym problemem.

Pobierz przewodnik po faktoringu: